Hiszpanie zasłużenie zdobyli mistrzostwo świata 2026 będąc drużyną bezdyskusyjnie najlepszą, a w całym turnieju stracili zaledwie jednego gola. Eksperci analizują i jeszcze długo analizować będą taktykę obraną przez selekcjonera Luisa de la Fuente. Dla nas jest to nowa, ulepszona wersja tiki taki.
Wszyscy kojarzą poprzednią wersję – piłkarze
wymieniali często nawet ponad 1000 podań w meczu – dzięki której Hiszpania
dominowała w europejskim i światowym futbolu w latach 2008-2012 (2 tytuły
mistrza Europy i 1 mistrza świata). Następnie świat nauczył się przed tym
bronić i Hiszpanie przestali odnosić sukcesy.
No to powstała nowa tiki taka, która przyniosła
Hiszpanom mistrzostwo Europy 2024 i mistrzostwo świata 2026. Na razie nikt nie
znalazł antidotum… Nadal jest przewaga w posiadaniu piłki, dużo podań, ale
dołożono: zabójcze skrzydła, podania progresywne (do przodu) i szybkie wykończenie
(piłkarze częściej decydują się na strzały z dystansu, więcej jest też
dośrodkowań w pole karne).
Kto właściwie wymyślił styl zwany tiki taką? Otóż
nie Hiszpanie, ale… Holendrzy. Pierwowzorem był tzw. futbol totalny, którego
jedno z założeń brzmiało: „jest tylko jedna piłka i jeśli to my ją mamy rywal
nie może strzelić nam gola”. Słynny holenderski piłkarz, a następnie trener
Johan Cruyff został trenerem Barcelony pod koniec lat 80-tych XX wieku i
zaszczepił tam holenderskie dna. Stworzył podwaliny pod słynną akademię La
Masia, ucząc dzieci grać wyłącznie piłką na małej przestrzeni. Wywołało to
efekt domina, w tej filozofii wychował się Pep Guardiola, Xavi czy Iniesta,
którzy przenieśli ten styl do reprezentacji Hiszpanii.
Skąd wzięła się nazwa tiki taka? Określenie to
naśladuje powtarzający się odgłos szybkiego uderzenia piłki stopą przez
kolejnych zawodników. Polskim odpowiednikiem jest popularne piłkarskie „klepanie”
lub gra w „dziada”. Pierwszy określenie to użył hiszpański dziennikarz i
komentator telewizyjny Andres Montes podczas mistrzostw świata w 2006 roku „gramy
tiki takę, tiki takę, od stopy do stopy” i od tego czasu nazwa ta błyskawicznie
przyjęła się.
Sukcesy Hiszpanii w XXI wieku są w niesamowitym
wręcz kontraście z osiągnięciami z XX wieku (mistrzostwo Europy w 1964 i wicemistrzostwo
Europy w 1984), dlatego od razu rodzi się pytanie jak ci Hiszpanie grali w
poprzednim wieku… W pewnym momencie przylgnęła do nich łatka drużyny grającej
jak nigdy, przegrywającej jak zawsze – w mistrzostwach świata sufitem nie do
przebicia był najczęściej ćwierćfinał.
Aż trudno sobie to wyobrazić, ale przez długie
dekady XX wieku Hiszpanie opierali swój styl na fizyczności, agresji, sile i
dynamicznych skrzydłach. Styl ten był znany jako La Furia Espanola (Hiszpańska
Furia) – termin ten nawiązuje do XVI wieku, kiedy to wojska hiszpańskie krwawo
splądrowały Antwerpię. Ponad 300 lat później, w tym samym mieście,
reprezentacja Hiszpanii debiutowała na igrzyskach olimpijskich w 1920 roku zdobywając
srebrny medal. Termin narodził się podczas meczu ze Szwecją, Hiszpanie grali w
dziesiątkę, przegrywali, ale potrafili odwrócić losy meczu dzięki brutalnej
sile, nieustępliwości i agresji. Symbolem tamtej ery stał się pomocnik Jose
Maria Belauste, który dosłownie wbił piłkę do bramki razem z trzema rywalami i
bramkarzem. Wtedy właśnie belgijska i holenderska prasa nazwała ten styl „Furią”.
Przez dekady hiszpańska prasa i federacja
uważały, że cechy charakteru (pasja, duma i agresja) są ważniejsze niż narodowy
system szkolenia. Dopiero seryjne porażki w ćwierćfinałach wielkich imprez
uświadomiły im, że samą furią i walką nie da wygrać z nowoczesnymi,
zdyscyplinowanymi taktycznie zespołami.
Nie można nie wspomnieć o wpływach politycznych –
reżim generała Franco (1939-1975) uwielbiał ten styl. Furia idealnie wpisywała
się w propagandę: miała pokazywać hiszpańską dumę, odwagę, męstwo i wolę walki.
Techniczny, kombinacyjny futbol uważany wtedy za „niemęski”.
Jedyny tytuł Hiszpanów w 1964 roku (mistrzostwo
Europy) był możliwy głównie dzięki geniuszowi jednostki – Luis Suarez był wybitnym
technikiem, zresztą bardzo długo pozostawał jedynym Hiszpanem, który zdobył Złotą Piłkę
(Alfredo di Stefano urodził się jako Argentyńczyk), drugim został dopiero w
2024 Rodri. Styl za czasów Suareza był bardziej finezyjny, ale wciąż brakowało
systemowości, a następnie ponownie powrócono do ostrej gry.
Przełom nastąpił wraz z objęciem posady
selekcjonera przez Luisa Aragonesa, który odsunął od kadry narodowej
legendarnego Raula i postawił na filigranowych techników: Xavi, Iniesta. Oni
nie nadawali się gry siłowej, ale byli wybitni pod względem techniki i
boiskowej inteligencji. Aragones porzucił tradycyjną furię na rzecz tiki taki.
Bardzo trafnie, choć ironicznie, podsumował to później argentyński trener Cesar
Luis Menotti: „Hiszpania w końcu zrozumiała, że w piłce lepiej być torreadorem
niż bykiem”.
Trzeba koniecznie dodać, że eksperymenty
Aragonesa bardzo długo budziły sprzeciw kibiców i mediów. Reakcja była pełna
nieufności, krytyki i ogromnego sceptycyzmu, np. wyrzucenie z kadry Raula
wywołało narodowy skandal, a kibice i media – zwłaszcza madryckie – żądały wprost
dymisji selekcjonera. Zarzucano, że nowy styl był zaprzeczeniem hiszpańskiego
charakteru, że drużyna gra zbyt wolno, że „męczy bułę” i unika twardej walki
ramię w ramię. Obawiano się, że wystawianie drobnych, filigranowych zawodników zakończy
się zmiażdżeniem przez silniejszych graczy.
Sytuacja zmieniła się całkowicie w trakcie Euro
2008, Hiszpanie wreszcie wygrali w ćwierćfinale – z Włochami, a kibice
zobaczyli, że nowa taktyka działa. Gdy Hiszpania wygrała kolejne mecze i
zdobyła mistrzostwo kibice zaczęli nazywać nowy styl najpiękniejszym futbolem w
historii i zrezygnowali z agresywnego hasła La Furia. Symbolem kadry stała się
techniczna perfekcja, a fani zaczęli dumnie nazywać swoją reprezentację La Roja
(Czerwona).
Całe szczęście, że po rozpracowaniu pierwszej
tiki taki przez rywali Hiszpanie nie wrócili do swojej furii z XX wieku. Nie
byłoby obecnych sukcesów pod wodzą de la Fuente.