Moja lista blogów

Polecany post

Mundial 2026 - Statystyka: Wpływ posiadania piłki na wynik

Przyjrzyjmy się jaki wpływ - na tych mistrzostwach świata - miało posiadanie piłki na wynik. Wiadomo ogólnie, że im częściej drużyna jest w ...

par

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Ekstraklasa - Posiadanie piłki (po 6 kolejkach)

Postanowiliśmy przyglądnąć się jak wygląda posiadanie piłki po 6 kolejkach Ekstraklasy. Należy wziąć pod uwagę, że nie wszystkie drużyny mają po tyle samo rozegranych spotkań (głównie ze względu na udział w eliminacjach europejskich pucharów) i np. Jagiellonia oraz Lech mają dwa mecze mniej. Poniższe zestawienie i tak uwzględnia średnie procentowe posiadanie piłki, ale im więcej danych (meczy) to ta średnia jest jednak bardziej wiarygodna. W kilku przypadkach wpływ na posiadanie piłki miały też czerwone kartki, gdzie najczęściej wtedy drużyna grająca w przewadze zawodnika utrzymuje się znacznie dłużej przy piłce.

POSIADANIE PIŁKI (ŚREDNIE):

57,5% - Jagiellonia

56,17% - Piast

54% - Wieczysta

53,75% - Lech

52,75% - Górnik, Raków

52,2% - Wisła P.

52% - Legia

51,83% - Wisła K.

49,83% - Radomiak

48,2% - GKS

48,17% - Cracovia

47,8% - Korona

47,5% - Śląsk

46,8% - Zagłębie

46,5% - Widzew

45,5% - Motor

40,6% - Pogoń

Najdłuższym posiadaniem piłki może pochwalić się białostocka Jagiellonia, która jest - co prawda - w szósta w tabeli, ale ma aż dwa zaległe spotkania. Legitymujący się drugim wynikiem Piast w ligowej stawce plasuje się dopiero na 11 miejscu. Z kolei krakowska Wieczysta ma trzeci wynik w posiadaniu, ale nie przekłada się to na ligowe punkty i daje jej dopiero 17 lokatę. Najgorsze posiadanie ma Pogoń Szczecin, ale przełożyło się to na 7 miejsce w tabeli. 


czwartek, 27 sierpnia 2026

Ekstraklasa - Rekord transferowy

I-ligowa Lechia Gdańsk sprzedała króla strzelców poprzedniego sezonu Ekstraklasy Słowaka Tomasa Bobcka za rekordowe pieniądze - wraz z bonusami to blisko 13 milionów euro. Nabywcą jest włoskie Frosinone. 

Oferty za słowackiego snajpera pojawiały się już od dawna, ale gdański klub nie zamierzał schodzić z ceny i sprzedawać swojego zawodnika za 5-6 milionów, tylko twardo obstawał przy swojej wycenie. Być może jest to jakaś wskazówka dla polskich klubów, które - zwłaszcza kilka, kilkanaście lat temu - szybko podejmują/owały rozmowy transferowe godząc się na często śmieszne pieniądze byleby tylko sprzedać zawodnika.

wtorek, 4 sierpnia 2026

Ekstraklasa - II kolejka statystycznie

Po licznych wiadomościach od naszych czytelników postanowiliśmy ponownie zająć się statystycznie naszą rodzimą Ekstraklasą. Podobnie - jak tydzień temu - przyglądniemy się posiadaniu piłki, strzałom, rzutom rożnym i dokładności podań.


WISŁA PŁOCK - WIDZEW ŁÓDŹ 0-0

Statystycznie lepiej łodzianie, tylko w kornerach przeważali płocczanie. Ostatecznie żadnej w drużyn nie udało się zdobyć gola.

Posiadanie piłki dla Widzewa - 55%. Łodzianie mają lepsze posiadanie już w drugim meczu, z kolei Wisła nie dominowała w tym zakresie w żadnym meczu.

Strzały celne i ogólnie - Widzew oddał więcej strzałów celnych (3, Wisła tylko 1), a strzały ogółem na zbliżonym poziomie, odpowiednio 15 i 16.

Rzuty rożne dla Wisły - 7 do 4.

Dokładność podań dla Widzewa - 86% do 76%. Łodzianie delikatnie poprawili się w tym zakresie (z 84% przeciw Motorowi), płocczanie natomiast podawali mniej dokładnie (przeciw Rakowowi było 79%).


MOTOR LUBLIN - JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 1-2 (0-0)

Białostoczanie znowu nie dominowali w statystykach, ale znowu zwyciężyli. Duma Podlasia w analizowanym zakresie statystycznym lepsza była tylko w posiadaniu piłki.

Posiadanie piłki dla Jagiellonii - 54% (Zespół z Białegostoku w poprzednim meczu z Koroną posiadanie piłki miał jeszcze lepsze - aż 62%, a Motor mniej więcej powtórzył pomiar z meczu przeciw Widzewowi - 47%).

Strzały celne i ogólnie dla Motoru - odpowiednio 7/21 i 4/13. Lublinianie przeciw Widzewowi oddali 5 celnych uderzeń, Jagiellonia dokładnie tyle samo co w spotkaniu przeciw Koronie.

Rzuty rożne dla Motoru - 4 do 2.

Dokładność podań dla Motoru - 88% do 85%. Lublinianie znacznie zwiększyli dokładność w tym elemencie, dorównując pod tym względem Wieczystej Kraków, która na ten moment legitymuje się najlepszym wynikiem w Ekstraklasie - 88% (w obu meczach), z kolei białostoczanie utrzymali celność podań na tym samym poziomie co w pierwszym meczu.


PIAST GLIWICE - WISŁA KRAKÓW 4-3 (2-1)

Lepsza statystycznie była "Biała Gwiazda", ale trzy punkty zostały w Gliwicach. Piast wyciągnął wnioski z pierwszego meczu w Lubinie? Wtedy statystycznie roznieśli miejscowe Zagłębie, ale gospodarze zgarnęli punkty.

Posiadanie piłki dla Wisły - 53%. Wiślacy w pierwszym meczu z GKS mieli 45%, ale wygrali.

Strzały celne i ogólnie dla Wisły - 12/27 (Piast 8/15). Bardzo duży współczynnik celnych uderzeń - aż 20 w meczu, z czego 7 goli. W porównaniu do meczu z GKS wiślacy oddali więcej strzałów, jak również zwiększyli celność (wtedy 4/21), gliwiczanie również (przeciw Zagłębiu 2/18).

Rzuty rożne dla Wisły - 11 do 4.

Dokładność podań dla Wisły - 80% do 79%. Krakowianie przeciw GKS mieli dokładnie taki sam procent dokładności, gliwiczanie pogorszyli się (z 83%).


WIECZYSTA KRAKÓW - LECH POZNAŃ 1-2 (0-2)

Wieczysta wciąż płaci frycowe, ale tym razem grała z aktualnym mistrzem Polski. Piłkarze Wieczystej utrzymali wysoką dokładność podań (88%), mieli też większe posiadanie piłki, ale nie mogli równać się z poznańską lokomotywą pod względem strzałów oraz rzutów rożnych.

Posiadanie piłki dla Wieczystej - 52%. Debiutanci z Krakowa przyzwyczają powoli, że posiadanie piłki i dokładność podań to ich domena, ale muszą to koniecznie w przyszłości przełożyć na ligowe punkty.

Strzały celne i ogólnie dla Lecha - Mistrz Polski pokazał klasę w tym elemencie - 7 celnych uderzeń i aż 21 oddanych strzałów, Wieczysta 2/11.

Rzuty rożne dla Lecha - 7 do 4.

Dokładność podań dla Wieczystej - 88% do 87%. Zbliżony poziom, Wieczysta utrzymała ten element na tym procencie, z kolei Lech poprawił (84% przeciw Cracovii).


LEGIA WARSZAWA - ZAGŁĘBIE LUBIN 3-1 (1-1)

Warszawianie grają w tym sezonie jako faworyt i statystyki mają jak faworyt. W każdym elemencie Legia lepsza statystycznie niż Zagłębie i co ważne punkty też dla warszawian. Lubinianom udało się z Piastem, ale już nie z drużyną prowadzoną przez Marka Papszuna.

Posiadanie piłki dla Legii - 62%.

Strzały celne i ogólnie dla Legii - 8/22 i 2/13.

Rzuty rożne dla Legii - 9 do 2.

Dokładność podań dla Legii - 82% do 71%. 


ŚLĄSK WROCŁAW - RAKÓW CZĘSTOCHOWA 2-1 (0-0)

Statystycznie dość wyrównanie, punkty zostają we Wrocławiu dzięki bramce w końcówce spotkania. Raków w pierwszym meczu zdominował statystycznie płocką Wisłę i też nie było punktów.

Posiadanie piłki wyrównane - 50 do 50%.

Strzały celne i ogólnie - celne dla Śląska (5 do 3), ogólnie dla Rakowa (17 do 11).

Rzuty rożne dla Śląska - 4 do 3.

Dokładność podań dla Rakowa - 83% do 82%. Wrocławianie poprawili znacznie celność podań (z 75% przeciw Górnikowi), częstochowianie nieco obniżyli (z 85% przeciw Wiśle P.).


GKS KATOWICE - RADOMIAK RADOM 3-1 (0-1)

Wszystkie statystyki na korzyść katowiczan, którzy przegrali pierwszą połowę, a jednak potrafili odmienić losu meczu.

Posiadanie piłki dla GKS - 55%. W pierwszej kolejce było podobnie, GKS też miał 55% przeciw Wiśle Kraków, a Radomiak 42% przeciw Wieczystej. Wyniki jednak były inne - GKS przegrał, a Radomiak wygrał.

Strzały celne i ogólnie dla GKS - 6/25 (Radomiak - 2/10).

Rzuty rożne dla GKS - 10 do 1.

Dokładność podań dla GKS - 83% do 82%. Katowiczanie obniżyli nieco celność (86% przeciw Wiśle K.), z kolei radomianie mniej więcej na tym samym poziomie (81% przeciw Wieczystej).


CRACOVIA - POGOŃ SZCZECIN 0-2 (0-0)

Krakowianie mieli po swojej stronie niemal wszystkie statystyki, ale pewnie przegrali z Pogonią.

Posiadanie piłki dla Cracovii - 59%.

Strzały celne i ogólnie dla Cracovii - odpowiednio: 7/19 i 4/11. Krakowianie znacznie zwiększyli liczbę strzałów (w porównaniu do meczu z Lechem - 1/9), ale mimo tego faktu nie zdołali zmusić bramkarza rywali do kapitulacji. Szczecinianie strzelali podobnie jak z Legią (4/10), ale poprawili zdecydowanie skuteczność.

Rzuty rożne - remis - po 6.

Dokładność podań dla Cracovii - 85% do 81%. Obie drużyny poprawiły celność z podań w stosunku do pierwszej kolejki (Cracovia z 78%, a Pogoń z 78%).


KORONA KIELCE - GÓRNIK ZABRZE (mecz przełożony na wniosek gości)

sobota, 1 sierpnia 2026

Piłka nożna - Tiki taka kontra la furia espanola

Hiszpanie zasłużenie zdobyli mistrzostwo świata 2026 będąc drużyną bezdyskusyjnie najlepszą, a w całym turnieju stracili zaledwie jednego gola. Eksperci analizują i jeszcze długo analizować będą taktykę obraną przez selekcjonera Luisa de la Fuente. Dla nas jest to nowa, ulepszona wersja tiki taki.

Wszyscy kojarzą poprzednią wersję – piłkarze wymieniali często nawet ponad 1000 podań w meczu – dzięki której Hiszpania dominowała w europejskim i światowym futbolu w latach 2008-2012 (2 tytuły mistrza Europy i 1 mistrza świata). Następnie świat nauczył się przed tym bronić i Hiszpanie przestali odnosić sukcesy.

No to powstała nowa tiki taka, która przyniosła Hiszpanom mistrzostwo Europy 2024 i mistrzostwo świata 2026. Na razie nikt nie znalazł antidotum… Nadal jest przewaga w posiadaniu piłki, dużo podań, ale dołożono: zabójcze skrzydła, podania progresywne (do przodu) i szybkie wykończenie (piłkarze częściej decydują się na strzały z dystansu, więcej jest też dośrodkowań w pole karne).

Kto właściwie wymyślił styl zwany tiki taką? Otóż nie Hiszpanie, ale… Holendrzy. Pierwowzorem był tzw. futbol totalny, którego jedno z założeń brzmiało: „jest tylko jedna piłka i jeśli to my ją mamy rywal nie może strzelić nam gola”. Słynny holenderski piłkarz, a następnie trener Johan Cruyff został trenerem Barcelony pod koniec lat 80-tych XX wieku i zaszczepił tam holenderskie dna. Stworzył podwaliny pod słynną akademię La Masia, ucząc dzieci grać wyłącznie piłką na małej przestrzeni. Wywołało to efekt domina, w tej filozofii wychował się Pep Guardiola, Xavi czy Iniesta, którzy przenieśli ten styl do reprezentacji Hiszpanii.

Skąd wzięła się nazwa tiki taka? Określenie to naśladuje powtarzający się odgłos szybkiego uderzenia piłki stopą przez kolejnych zawodników. Polskim odpowiednikiem jest popularne piłkarskie „klepanie” lub gra w „dziada”. Pierwszy określenie to użył hiszpański dziennikarz i komentator telewizyjny Andres Montes podczas mistrzostw świata w 2006 roku „gramy tiki takę, tiki takę, od stopy do stopy” i od tego czasu nazwa ta błyskawicznie przyjęła się.

Sukcesy Hiszpanii w XXI wieku są w niesamowitym wręcz kontraście z osiągnięciami z XX wieku (mistrzostwo Europy w 1964 i wicemistrzostwo Europy w 1984), dlatego od razu rodzi się pytanie jak ci Hiszpanie grali w poprzednim wieku… W pewnym momencie przylgnęła do nich łatka drużyny grającej jak nigdy, przegrywającej jak zawsze – w mistrzostwach świata sufitem nie do przebicia był najczęściej ćwierćfinał.

Aż trudno sobie to wyobrazić, ale przez długie dekady XX wieku Hiszpanie opierali swój styl na fizyczności, agresji, sile i dynamicznych skrzydłach. Styl ten był znany jako La Furia Espanola (Hiszpańska Furia) – termin ten nawiązuje do XVI wieku, kiedy to wojska hiszpańskie krwawo splądrowały Antwerpię. Ponad 300 lat później, w tym samym mieście, reprezentacja Hiszpanii debiutowała na igrzyskach olimpijskich w 1920 roku zdobywając srebrny medal. Termin narodził się podczas meczu ze Szwecją, Hiszpanie grali w dziesiątkę, przegrywali, ale potrafili odwrócić losy meczu dzięki brutalnej sile, nieustępliwości i agresji. Symbolem tamtej ery stał się pomocnik Jose Maria Belauste, który dosłownie wbił piłkę do bramki razem z trzema rywalami i bramkarzem. Wtedy właśnie belgijska i holenderska prasa nazwała ten styl „Furią”.

Przez dekady hiszpańska prasa i federacja uważały, że cechy charakteru (pasja, duma i agresja) są ważniejsze niż narodowy system szkolenia. Dopiero seryjne porażki w ćwierćfinałach wielkich imprez uświadomiły im, że samą furią i walką nie da wygrać z nowoczesnymi, zdyscyplinowanymi taktycznie zespołami.

Nie można nie wspomnieć o wpływach politycznych – reżim generała Franco (1939-1975) uwielbiał ten styl. Furia idealnie wpisywała się w propagandę: miała pokazywać hiszpańską dumę, odwagę, męstwo i wolę walki. Techniczny, kombinacyjny futbol uważany wtedy za „niemęski”.

Jedyny tytuł Hiszpanów w 1964 roku (mistrzostwo Europy) był możliwy głównie dzięki geniuszowi jednostki – Luis Suarez był wybitnym technikiem, zresztą bardzo długo pozostawał jedynym Hiszpanem, który zdobył Złotą Piłkę (Alfredo di Stefano urodził się jako Argentyńczyk), drugim został dopiero w 2024 Rodri. Styl za czasów Suareza był bardziej finezyjny, ale wciąż brakowało systemowości, a następnie ponownie powrócono do ostrej gry.

Przełom nastąpił wraz z objęciem posady selekcjonera przez Luisa Aragonesa, który odsunął od kadry narodowej legendarnego Raula i postawił na filigranowych techników: Xavi, Iniesta. Oni nie nadawali się gry siłowej, ale byli wybitni pod względem techniki i boiskowej inteligencji. Aragones porzucił tradycyjną furię na rzecz tiki taki. Bardzo trafnie, choć ironicznie, podsumował to później argentyński trener Cesar Luis Menotti: „Hiszpania w końcu zrozumiała, że w piłce lepiej być torreadorem niż bykiem”.

Trzeba koniecznie dodać, że eksperymenty Aragonesa bardzo długo budziły sprzeciw kibiców i mediów. Reakcja była pełna nieufności, krytyki i ogromnego sceptycyzmu, np. wyrzucenie z kadry Raula wywołało narodowy skandal, a kibice i media – zwłaszcza madryckie – żądały wprost dymisji selekcjonera. Zarzucano, że nowy styl był zaprzeczeniem hiszpańskiego charakteru, że drużyna gra zbyt wolno, że „męczy bułę” i unika twardej walki ramię w ramię. Obawiano się, że wystawianie drobnych, filigranowych zawodników zakończy się zmiażdżeniem przez silniejszych graczy.

Sytuacja zmieniła się całkowicie w trakcie Euro 2008, Hiszpanie wreszcie wygrali w ćwierćfinale – z Włochami, a kibice zobaczyli, że nowa taktyka działa. Gdy Hiszpania wygrała kolejne mecze i zdobyła mistrzostwo kibice zaczęli nazywać nowy styl najpiękniejszym futbolem w historii i zrezygnowali z agresywnego hasła La Furia. Symbolem kadry stała się techniczna perfekcja, a fani zaczęli dumnie nazywać swoją reprezentację La Roja (Czerwona).

Całe szczęście, że po rozpracowaniu pierwszej tiki taki przez rywali Hiszpanie nie wrócili do swojej furii z XX wieku. Nie byłoby obecnych sukcesów pod wodzą de la Fuente.