"Podkradanie" piłkarzy nie jest nowością w polskiej piłce, ale nie sposób nie zauważyć, że w obecnym sezonie przynajmniej kilkukrotnie było o tym bardzo głośno.
W lipcu Widzew Łódź prawie już zakontraktował Darko Churlinowa, który w niedalekiej przeszłości wyrobił sobie markę reprezentując barwy białostoskiej Jagiellonii (epizod turecki nie był już taki okazały), ale na ostatniej prostej Macedończyka "podebrali" działacze Pogoni Szczecin. Churlinov był już po testach medycznych, zakwaterowany w hotelu w Łodzi i czekał na oficjalną sesję zdjęciową, jednak został namówiony na natychmiastowy nocny wyjazd do Szczecina, gdzie rano dogadał warunki i został oficjalnie zaprezentowany jako zawodnik "Portowców". Oczywiście musiało to wywołać wściekłość właściciela Widzewa - Roberta Dobrzyckiego doprowadzając do publicznej pyskówki z szefem Pogoni Alexem Haditaghim o to czy podkradanie piłka z hotelu mieści się w granicach etyki biznesowej.
Szczecińska Pogoń kilka tygodni znowu zaskoczyła i zgarnęła Wiśle Kraków Jordiego Sancheza, który miał w kontrakcie klauzulę odstępnego wynoszącą około 300 tysięcy euro. "Portowcy" nie zamierzali pytać działaczy "Białej Gwiazdy" o zgodę, ale aktywowali wspomnianę kwotę i zaoferowali hiszpańskiego napastnikowi ogromny kontrakt na poziomie aż 400 tysięcy euro netto rocznie. Prezes Wisły Jarosław Królewski potępił takie zachowanie szczecińskich działaczy, zarzucając im "dziki zachód". Wisła złożyła też oficjalny wniosek do Komisji Ligi o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, argumentując to tym, że Pogoń prowadziła zaawansowane negocjacje i ustalała badania medyczne z zawodnikiem pod kontraktem zanim pisemnie poinformowała o tym Wisłę, co łamie przepisy FIFA i PZPN. Właściciel Pogoni odpowiedział na to ostrymi groźbami procesów o zniesławienie.
W roli głównej dwukrotnie wystąpili działacze Pogoni, co ostatecznie zaowocowało zakontraktowaniem dwóch uznanych piłkarzy, ale czy takie zachowania są etyczne? Może Pogoń woli nie bawić się w czasochłonny skauting, długotrwałe obserwowanie ewentualnych kandydatów, ale brać już wybranych przez inne kluby? Takie trochę pójście na skróty...
Trzecim głośnym "gwizdnięciem" piłkarza sprzed nosa popisali się działacze Widzewa Łódź - tak ci, sami co nie upilnowali Churlinowa :) Tym razem, w sierpniu, "podkradli" brazylijskiego skrzydłowego Paulinho, który był już niemal dogadany z białostocką Jagiellonią. Łodzianie po prostu w odpowiednim momencie zaproponowali Brazylijczykowi lepsze warunki. Wywołało to spory niesmak i złość w Białymstoku. Swoją drogę ciekawe jaki był w tej sytuacji udział Łukasza Masłowskiego, który zamienił niedawno dyrektorski stołek z Białegostoku na Łódź.